Na tym etapie spotykamy najwięcej przeszkód. Mają one przeróżne źródła, jednak najczęściej ciągnie nas do starych, utartych wzorców i schematów i zaczynamy sobie racjonalizować rezygnację ze zmiany. Stare wzorce i schematy wcale nie są dla nas bardziej korzystne, są po prostu znane, a więc odczytujemy je jako bezpieczne. Tzw comfort zone to pułapka. To właśnie brak komfortu najmocniej angażuje nas do działania.
Ważne jest też na etapie działania zadbanie o wsparcie środowiska, w którym zmiana jest dokonywana. Środowisko może hamować proces, może zniechęcać, nawet wyśmiewać. Dobrze jest uczynić ze środowiska sprzymierzeńca, a jeśli nie jest to możliwe, uodpornić się na jego wpływ (moje “dlaczego” jest dla mnie ważniejsze i bardziej wartościowe, niż opinia środowiska). Pomaga otwartość i odwaga, by być prawdziwie sobą, wyrażać siebie, a nie trendy, oczekiwania czy założenia na temat tego, co powinniśmy. Dobre jest w związku z tym rozpoznania swoich wartości i podejmowanie tylko takich działań, które są z nimi zgodne, a więc zadbanie o integralność wewnętrzną.
Zmiana dokonywana małymi krokami jest najłatwiejsza do zrealizowania.
Docenianie siebie, zauważanie postępu, rezygnacja z krytyki, kiedy rzeczy nie układają się zgodnie z planem, to konieczność.
Zachęcam też do prowadzenia dziennika swoich przemyśleń w całym procesie zmiany. To cenne źródło informacji na temat tego, jak funkcjonujemy, jakie mamy mocne i słabe strony, nad czym możemy popracować, a co już jest na wysokim poziomie kompetencji.
Powodzenia na drodze do lepszego Życia 🙂